Już 25 raz warzyłam piwo w Czeskim Raju! Od ostatniego razu minęło sporo czasu i już mi brakowało takiego wspólnego warzenia :-) Na dobry początek stłukłam ballingometr – potwierdził tym samym, że nie jest mi tutaj potrzebny.

Zaczęliśmy od ześrutowania słodów:

2,5 kg pilzneńskiego

2,5 kg monachijskiego

1 kg karmelowego 450 EBC

0,2 kg karmelowego 700 EBC…

…które następnie powędrowały do gara na przerwę białkową (55-50 st. C 10 minut). Potem podgrzaliśmy zacier do 68 st. C i od czasu do czasu sprawdzając, czy nam temperatura nie spada za bardzo, zacieraliśmy do momentu uzyskania negatywnej próby jodowej.

Gdzieś tam w jakimś tak zwanym międzyczasie opowiedziałam o sprzęcie i składnikach potrzebnych do warzenia piwa. Na sali sporo było osób, które już wcześniej widywałam i osoby te ze zrozumieniem kiwały głowami. Przez moment zastanawiałam się nawet, czy daremnie nie strzępię języka, jednakże później w trakcie rozmów wyszło, że jest też i nieco osób zupełnie świeżych, którym moje opowieści się przydały. Oprócz ustnie zapodanych informacji każdy z uczestników dostał jako materiał szkoleniowy jeden z rozdziałów powstającego (bardzo powoli, ale światełko w tunelu już widać ;-)) przewodnika dla początkujących piwowarów domowych mojego autorstwa.

Kolejnym etapem warzenia była oczywiście filtracja – nijak kolejności czynności nie da się zamienić, choćby dla urozmaicenia. Zawsze to samo ;-) Zamiast ballingometru, który nas opuścił na początku spotkania, informacje o ekstrakcie brzeczki podawał nam refraktometr. Ekstrakt początkowy wynosił 20 blg. Chcieliśmy uzyskać 14, żeby po gotowaniu wyszło jakieś 16 blg i wynik ten uzyskaliśmy po wysładzaniu.

Gotowaliśmy brzeczkę przez 60 minut z chmielem Nugget, 22 g, granulat 2012  i Zeus, 3 g, granulat 2010  (czemu tak? Dlatego, że czemu nie ;-)). Na 10 minut przed końcem sypnęliśmy do gara jeszcze nieco śliwek suszonych (niestety kalifornijskich, zatem aromatu pewnie zbyt intensywnego nie uzyskamy), pięknie obraną przez uczestników skórkę z cytryny i pomarańczy (bez albedo) oraz nieco cynamonu i gałki muszkatołowej dla zaostrzenia smaku i aromatu.

W trakcie gotowania zazwyczaj większość uczestników rozchodzi się do domów. Nie tym razem jednak. Jeszcze sporo czasu po wyłączeniu palnika i odfiltrowaniu brzeczki znad osadów do zdezynfekowanego fermentora rozmowy trwały, poparte co nieco degustacją piw domowych przyniesionych przez uczestników spotkania. Było pyszne świąteczne z przyprawami, był stout, BPA, dunkelweizen, mniam. Była też jedna lekka apteka, czyli cenne doświadczenie w zakresie edukacji o wadach piw :-)

Wszystkim bardzo dziękuję za spotkanie, a Czeskiemu Rajowi za gościnę. Brzeczkę po ostudzeniu oddałam na pożarcie drożdżom S 23 i czekam na efekty, którymi niewątpliwie się podzielę na kolejnych spotkaniach w Czeskim i w ZUPie.

Marusia

Fotki w większym formacie znajdziecie  na FB.

« »