Słodownia Strzegom i jej produkty towarzyszą mi od początku mojej przygody z warzeniem piwa, czyli już – no tak! – 9 lat. Nie raz odbierałam tam słód dla wrocławskiej braci piwowarskiej, a następnie dla sklepu internetowego. Wizyta w Słodowni w Strzegomiu zawsze była przyjemnością – oko zawiesić można tam na pięknej architekturze, a do tego zawsze przesympatyczna obsługa – od pań w biurze i laboratorium, do panów podających worki ze słodem. Zorganizowanie wycieczki do tej Słodowni od lat chodziło mi po głowie i w końcu przyszła pora na zrealizowanie pomysłu.

Zwiedzanie zaplanowane zostało na sobotę, jednak grupa trzydziestu kilku piwowarów domowych zawitała do Strzegomia już w piątek i wieczór spędziliśmy w kawiarni Mała Czarna.

W sobotę rano nieco ciężko było z wstawaniem, ale i tak po śniadaniu większość z nas stawiła się jako pierwsza grupa zwiedzających w Słodowni.

Oprowadzała nas Pani Kierownik Bożena Rysiukiewicz, bardzo energiczna kobieta, ze swadą opowiadając nam o tajnikach produkcji słodu. Oczywiście – nie wszystkich tajnikach :-) Zrobiliśmy kilometry przemierzając sale na różnych piętrach, nawet na dachu byliśmy.

Czasami było kosmicznie

A czasami bardzo tradycyjnie

Zaczęliśmy od miejsca przyjęcia jęczmienia, która korzysta z usług głównie dolnośląskich rolników. Skupują zbiory zasiane tylko z nasion jęczmienia pozyskanych przez rolników w Słodowni – producent ma dzięki temu kontrolę nie tylko nad odmianą zboża, ale też nad jego jakością.

Następnie obejrzeliśmy proces namaczania słodu, jego suszenia, słodowania i karmelizacji. Największe wrażenie na mnie zrobiły pracujące bębny Gallanda (link: o bębnach na forum browar.biz), które poruszały się tak niepostrzeżenie, że część z nas miała wrażenie, że to złudzenie wzrokowe wywołane wydarzeniami dnia poprzedniego, a właściwie poprzedniej nocy ;-)

Zwiedzanie zakończyliśmy po 70 minutach w laboratorium Słodowni

Na pożegnanie zostaliśmy uraczeni specjalnie dla nas przygotowanymi próbkami słodów

Po zwiedzaniu czekała nas uczta w Hotelu Stragona, w którym również nocowaliśmy. Obsługa (bardzo cierpliwa i wyrozumiała) przywitała nas stołem weselnym

Obiad zastał nas już w trakcie degustacji przy innym stole, która później się rozwijała do późnego wieczora.

Późno, bo późno, ale pojawił się sprzęt grający, co niektórych skutecznie podniosło z krzeseł.

Dziękuję wszystkim uczestnikom za świetną zabawę i piwa – wiele gatunków, poziom różny, jak dla mnie jak zwykle za mało piw sesyjnych, czyli max. 12 blg :-) Rozmowy piwowarów – bezcenne.

Więcej (większych) zdjęć w galerii

Do zobaczenia!

Marusia

 

 

 

 

 

 

« »